Mieszkania dla seniorów w uzdrowiskach — segment, który rośnie najciszej
Emeryci z Wrocławia i Śląska, dzieci kupujące rodzicom mieszkanie bliżej opieki, single wracający w góry — to jeden z najbardziej niedocenionych strumieni popytu w Sudetach. Czego szukają, które miejscowości to dowożą, ile kosztuje takie mieszkanie i co to znaczy dla właścicieli lokali na parterze.

Szybkie odpowiedzi
- Czy mieszkanie kupione dla rodzica da się później wynająć albo sprzedać bez straty?
- Jeśli spełnia kryteria segmentu — parter lub winda, centrum, niskie koszty — to tak, bo popyt jest trwały i strukturalnie większy od podaży. Jeżeli natomiast kupisz coś, co ten segment odrzuca (wysokie piętro bez windy, kamienica z drogim ogrzewaniem, lokalizacja na uboczu), przy wyjściu zderzysz się z tymi samymi ograniczeniami, tylko z drugiej strony.
- Lepiej kupić w uzdrowisku czy w mieście z lepszym szpitalem?
- To zależy od horyzontu i stanu zdrowia. Przy osobie sprawnej, mobilnej, w wieku 65–75 lat uzdrowisko ma przewagę jakości życia. Przy osobie po osiemdziesiątce, z chorobami przewlekłymi, przewagę ma miasto z pełną specjalistyką i bliższym dojazdem rodziny. Wielu naszych klientów rozwiązuje to kompromisem: uzdrowisko przylegające do większego miasta, jak Szczawno przy Wałbrzychu albo Cieplice w granicach Jeleniej Góry.
- Czy w tych miejscowościach opłaca się kupić mieszkanie „na przyszłość”, zanim przejdzie się na emeryturę?
- Ma to sens, jeśli w międzyczasie mieszkanie pracuje — wynajmowane długoterminowo personelowi sanatoryjnemu albo pracownikom turystyki, którzy są w uzdrowiskach stałą grupą najemców. Zakup pustostanu „na za dziesięć lat” oznacza dziesięć lat kosztów bez przychodu i ryzyko, że po dekadzie Twoje potrzeby będą inne. Bezpieczniejszą wersją jest najem przed zakupem: rok mieszkania na miejscu weryfikuje wszystkie założenia.
Na rynkowych podsumowaniach mówi się o inwestorach z Wrocławia, o apartamentach w Karpaczu i o pracy zdalnej, która miała odmienić region. Tymczasem najbardziej stabilny i najszybciej rosnący strumień popytu w sudeckich uzdrowiskach jest znacznie mniej fotogeniczny: to ludzie po sześćdziesiątce kupujący dwa pokoje na parterze niedaleko deptaka, i ich dzieci, które robią to za nich.
Nie ma o tym raportów, bo ten segment nie generuje efektownych liczb — nie ma tu spektakularnych stóp zwrotu ani rekordów cenowych. Ale jeśli spojrzeć na to, kto naprawdę podpisuje akty w Polanicy-Zdroju, Kudowie, Lądku czy Szczawnie w ostatnich sezonach, obraz jest wyraźny. To rynek, na którym decyduje nie widok, tylko odległość do apteki; nie metraż, tylko brak schodów; nie potencjał inwestycyjny, tylko wysokość czynszu i przewidywalność rachunków.
Poniżej jakościowa analiza tego segmentu: kto kupuje, czego szuka, które miejscowości spełniają jego kryteria, a które tylko wyglądają, jakby spełniały, jakie są ceny i dostępność, gdzie leżą realne ryzyka i — na koniec — co z tego wynika dla właścicieli mieszkań na parterze, którzy do tej pory uważali swój lokal za gorszy.
W skrócie
✓ Rób tak
- Popyt senioralny w uzdrowiskach rośnie i jest odporny na wahania koniunktury — to zakupy z potrzeby, nie z kalkulacji
- Trzy grupy kupujących: emeryci z Wrocławia i aglomeracji śląskiej, dzieci kupujące rodzicom, single wracający w rodzinne strony
- Kryteria twarde: parter lub winda, przychodnia i apteka w zasięgu spaceru, niskie i przewidywalne koszty, cisza bez izolacji
- Mieszkania na parterze i z windą sprzedają się w tym segmencie szybciej i drożej niż wynikałoby z ogólnych statystyk
✗ Uważaj
- Wsie i przysiółki bez sklepu i komunikacji — piękne, ale dla seniora bez samochodu to pułapka
- Kamienice zdrojowe bez windy i z wysokimi kosztami ogrzewania — najczęstszy błąd zakupowy w tej grupie
- Zakup „na przyszłość" bez rozmowy o zimie, dojeździe rodziny i scenariuszu, w którym potrzebna jest opieka
- Traktowanie takiego mieszkania jak inwestycji pod wynajem sezonowy — to inny produkt i inne oczekiwania
Kto kupuje — trzy portrety
Emeryt z Wrocławia albo z aglomeracji śląskiej. Najliczniejsza grupa. Zwykle po sprzedaży większego mieszkania albo domu, z gotówką i bez kredytu. Motywacja jest mieszanką: czystsze powietrze, spokojniejsze tempo, niższe koszty życia, często sentyment (jeździli tu do sanatorium albo na wczasy przez trzydzieści lat). Budżet: najczęściej to, co zostaje po sprzedaży plus oszczędności — w praktyce 250–450 tysięcy złotych, z wyraźną wolą, żeby część kwoty została na koncie. Kupują szybko, gdy znajdą to, czego szukają, i długo, gdy nie znajdą, bo kryteria mają sztywne.
Dzieci kupujące rodzicom. Grupa rosnąca najszybciej i najciekawsza rynkowo. Scenariusz typowy: rodzic mieszka sam w domu na wsi, dom jest za duży, zimą trudny, a dzieci mieszkają w Legnicy, Wrocławiu albo za granicą. Sprzedaje się dom, kupuje mieszkanie w uzdrowisku lub w mieście z infrastrukturą, resztę pieniędzy zostawia na życie i opiekę. Decyzję podejmują dzieci, ale mieszkać ma rodzic — i to jest kluczowa dynamika, bo kryteria dzieci (dojazd z autostrady, opieka medyczna, bezpieczeństwo) różnią się od kryteriów rodzica (znajomi, kościół, przyzwyczajenia). Transakcje w tej grupie bywają szybkie, bo często wymusza je zdarzenie: upadek, choroba, śmierć współmałżonka.
Single po sześćdziesiątce, wracający. Mniejsza grupa, ale bardzo widoczna w Lądku i Dusznikach. Osoby po rozwodzie albo owdowiałe, często z regionu, które wyjechały za pracą i wracają na emeryturę. Szukają mieszkania mniejszego niż to, które sprzedały, z niskimi kosztami i w miejscu, gdzie da się żyć bez samochodu. Ta grupa najczęściej rozważa też najem przed zakupem — i to dobra praktyka, którą warto polecać.
Wszystkie trzy grupy łączy jedno: kupują na dziesięć–dwadzieścia lat i patrzą na koszty stałe uważniej niż jakikolwiek inwestor. Pytanie „ile wynosi czynsz i jak ogrzewany jest budynek" pada wcześniej niż pytanie o cenę.
Czego szukają — lista kryteriów, która nie podlega negocjacji
Ta lista jest krótka i zaskakująco jednolita. Znaczna część ofert w regionie odpada na pierwszym albo drugim punkcie.
Parter albo winda. To kryterium zero-jedynkowe. Drugie piętro bez windy odpada natychmiast, nawet jeśli mieszkanie jest ładniejsze i tańsze. Kupujący myślą perspektywicznie: dziś schody są do przejścia, za osiem lat mogą nie być. Mieszkania na parterze z osobnym wejściem i kawałkiem trawnika są w tym segmencie towarem deficytowym.
Odległość do przychodni, apteki i sklepu — mierzona spacerem, nie samochodem. Standard oczekiwań: apteka i sklep do dziesięciu minut piechotą, przychodnia do dwudziestu, przystanek autobusowy w zasięgu wzroku. To radykalnie zawęża geografię: liczy się centrum miejscowości, a nie malownicze obrzeża.
Deptak, park, miejsce do codziennego spaceru. Nie ozdoba — element trybu życia. W uzdrowiskach to naturalna przewaga: park zdrojowy, pijalnia, płaskie alejki. To jeden z powodów, dla których uzdrowiska wygrywają w tym segmencie z równie ładnymi miejscowościami bez infrastruktury zdrojowej.
Niskie i przewidywalne koszty. Ogrzewanie miejskie albo gazowe zdecydowanie przed piecem. Budynek po termomodernizacji przed kamienicą sprzed stu lat. Czynsz 400 złotych przed czynszem 250 złotych plus nieprzewidywalne dopłaty do remontu dachu. Sens tego rozróżnienia rozpisaliśmy przy okazji tekstu o mieszkaniach bezczynszowych — w tym segmencie właśnie ta różnica jest często ważniejsza od ceny zakupu.
Cisza, ale nie izolacja. Kluczowy paradoks. Senior chce spokoju i jednocześnie nie chce samotności — chce widzieć ludzi na ulicy, mieć sąsiadów, do których można zapukać, i życie w promieniu spaceru. Mieszkanie na uboczu spełnia pierwsze i łamie drugie.
Możliwość przyjęcia rodziny. Dwa pokoje minimum, bo dzieci i wnuki przyjeżdżają na weekendy. Kawalerki sprzedają się w tej grupie zauważalnie gorzej, nawet przy dużej różnicy w cenie.
Rzeczy, które w tym segmencie nie mają prawie żadnego znaczenia: widok na góry (miły, ale nie decyduje), nowoczesny standard wykończenia, balkon o dużej powierzchni, miejsce parkingowe (część kupujących już nie prowadzi albo przestanie w perspektywie kilku lat). Zestaw kryteriów przy zakupie domu, a nie mieszkania, wygląda podobnie, choć z dodatkowymi pułapkami — opisaliśmy je w tekście o domu dla seniora w górach.
Które miejscowości to dowożą, a które tylko wyglądają
Tu przebiega najostrzejsza linia podziału na regionalnym rynku i warto ją sobie uświadomić, zanim ktokolwiek zacznie szukać.
Uzdrowiska z pełną infrastrukturą. Polanica-Zdrój, Kudowa-Zdrój, Duszniki-Zdrój, Lądek-Zdrój, Szczawno-Zdrój, Jedlina-Zdrój, Świeradów-Zdrój. Wszystkie mają to, czego ten segment szuka: zwartą zabudowę centrum, park zdrojowy z płaskimi alejkami, przychodnie i opiekę medyczną wynikającą z funkcji uzdrowiskowej, apteki, komunikację, życie towarzyskie przez cały rok. Charakterystyka poszczególnych kurortów Kotliny Kłodzkiej — z ich różnicami w cenach i klimacie — jest w tekście o uzdrowiskach Kudowa, Polanica, Lądek, a osobno opisaliśmy Szczawno-Zdrój z perspektywy kupujących, które ma dodatkową zaletę: bliskość Wałbrzycha z jego szpitalem i pełną infrastrukturą miejską.
Miasta regionu, które w tej roli wypadają lepiej, niż się wydaje. Jelenia Góra (zwłaszcza Cieplice — uzdrowiskowa dzielnica z parkiem i pełnym zapleczem miejskim), Kłodzko, Wałbrzych w wybranych dzielnicach, Kamienna Góra. Mniej uzdrowiskowego uroku, więcej szpitali, specjalistów i połączeń — dla dzieci kupujących rodzicom często argument rozstrzygający.
Miejscowości, które wyglądają idealnie i nie są. I tu robi się bolesnie. Karpacz i Szklarska Poręba: piękne, ale rozciągnięte na kilometrach stoku, z zabudową na stromiznach, sezonowym tłumem, wyższymi cenami i infrastrukturą skrojoną pod turystę, nie pod mieszkańca. Międzygórze, Zieleniec, wsie Gór Bystrzyckich i Sowich: dla seniora bez samochodu praktycznie niemożliwe do zamieszkania. Przysiółki z widokiem, które tak dobrze sprzedają się w wakacje: w listopadzie, przy zamkniętym sklepie i drodze do odśnieżenia, to inna rzeczywistość.
Prosty test, który polecamy wszystkim kupującym w tej grupie: przejdź się od wybranego mieszkania do apteki, sklepu i przystanku — pieszo, w deszczu, w środku tygodnia poza sezonem. Jeśli to zajmuje więcej niż piętnaście minut albo prowadzi pod górę po nierównym chodniku, decyzja powinna być inna.
Ceny i dostępność — co realnie da się kupić
Poniższe widełki są orientacyjne, oparte na ofertach i naszych transakcjach, stan na wrzesień 2026. Rynek jest płytki, więc pojedyncze transakcje potrafią odbiegać od tych wartości w obie strony.
Dwupokojowe mieszkanie 40–50 m² w uzdrowiskach Kotliny Kłodzkiej, w budynku z rozsądnymi kosztami, w rozsądnej lokalizacji: orientacyjnie 250–380 tysięcy złotych, z tym że Polanica i Kudowa są w górnej części tego przedziału, a Lądek i Duszniki w dolnej. Szczawno-Zdrój i Jedlina: podobnie, często nieco taniej, z korzystniejszą relacją do jakości zabudowy. Cieplice w Jeleniej Górze: zwykle powyżej tego przedziału, z premią za dzielnicę i infrastrukturę. Trzypokojowe w tych samych lokalizacjach: orientacyjnie 330–480 tysięcy.
Ważniejsza od poziomu cen jest jednak dostępność, a ta jest zła. Mieszkań spełniających komplet kryteriów tego segmentu — parter lub winda, centrum, niskie koszty, dwa pokoje, budynek zadbany — jest w każdej z tych miejscowości w danym momencie dosłownie kilka. W sezonie zdarza się, że nie ma ani jednego. Efekt: kupujący czekają miesiącami, a gdy pojawi się właściwa oferta, decyzja zapada w kilka dni i zwykle bez większych negocjacji.
Co za tym idzie, w tym segmencie mieszkania na parterze i z windą uzyskują premię cenową, podczas gdy ogólnorynkowo parter uchodzi za lokalizację gorszą. To jedna z niewielu sytuacji, w których dwie logiki rynkowe idą w przeciwnych kierunkach — i właściciele takich mieszkań często o tym nie wiedzą.
Osobna uwaga o zasobie. Zabudowa uzdrowisk to w dużej części przedwojenne wille i kamienice zdrojowe — piękne, ale bez wind, z wysokimi stropami, drogie w ogrzewaniu i z wysokim ryzykiem kosztownych remontów wspólnoty. Blok z lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych po termomodernizacji, z windą i ogrzewaniem miejskim, jest w tym segmencie produktem obiektywnie lepszym, choć mniej urokliwym. Rynek to wie i wycenia.
Ryzyka, o których trzeba mówić wprost
Ten segment ma cztery pułapki i wszystkie ujawniają się dopiero po kilku latach.
Zima. To najpoważniejsza z nich. Sudeckie zimy są długie, chodniki bywają oblodzone, a stromizna, która latem jest urokiem, w styczniu jest barierą. Mieszkanie z podejściem pod górę albo z wejściem od strony północnej, gdzie lód trzyma się do marca, potrafi zamknąć starszą osobę w domu na kilka miesięcy. Do tego dochodzą krótkie dni i realny problem samotności zimowej w miejscowościach, które żyją sezonem.
Dojazd rodziny. Warto policzyć uczciwie, nie sentymentalnie. Z Wrocławia do Polanicy to około dwie godziny, do Lądka bliżej dwóch i pół, do Świeradowa podobnie. Deklaracja „będziemy przyjeżdżać co dwa tygodnie" po roku zwykle zamienia się w raz na miesiąc lub rzadziej. To nie zarzut wobec rodzin — to statystyka odległości. Przy wyborze miejscowości ten dystans powinien być parametrem, a nie szczegółem.
Opieka. Uzdrowiska mają dobrą podstawową opiekę medyczną i gęstą sieć rehabilitacji, ale specjalistyka i szpitalnictwo koncentrują się w Kłodzku, Wałbrzychu, Jeleniej Górze i Wrocławiu. Usługi opiekuńcze w małych miejscowościach są dostępne w ograniczonym zakresie, a rynek prywatnych opiekunek jest płytki. W scenariuszu, w którym potrzebna jest codzienna pomoc, odległość do najbliższego szpitala i dostępność opieki stają się parametrami pierwszorzędnymi.
Płynność przy wyjściu. Jeżeli po kilku latach mieszkanie trzeba sprzedać — bo sytuacja zdrowotna się zmieniła albo dzieci decydują o przeprowadzce bliżej siebie — sprzedaż idzie zwykle sprawnie w przypadku mieszkań spełniających kryteria segmentu i wyraźnie gorzej w przypadku lokali „ładnych, ale na trzecim piętrze". To argument, żeby kupować z myślą o kolejnym kupującym, a nie tylko o sobie.
Piąte ryzyko, rzadziej wymieniane: zakup pod wpływem wakacyjnego wrażenia. Miejscowość oglądana w lipcu, przy pełnym deptaku i otwartych kawiarniach, to zupełnie inne miejsce niż ta sama miejscowość w środę w lutym. Rekomendacja, którą powtarzamy wszystkim z tej grupy: wynajmij tam mieszkanie na miesiąc poza sezonem, zanim kupisz. Koszt kilku tysięcy złotych, oszczędność potencjalnie kilkuset tysięcy i kilku lat życia w złym miejscu.
Co to znaczy dla sprzedających mieszkania na parterze
Jeżeli masz w Polanicy, Kudowie, Lądku, Szczawnie, Jedlinie, Cieplicach albo w centrum któregoś z miast regionu mieszkanie na parterze — masz produkt, na który jest kolejka, a prawdopodobnie o tym nie wiesz i sprzedajesz go jak zwykłe mieszkanie z wadą.
Praktyczne konsekwencje. Po pierwsze, przestań traktować parter jako minus i przepraszać za niego w ogłoszeniu. W komunikacji do tej grupy parter jest głównym atutem i tak ma być napisane: „parter, bez schodów, wejście z poziomu chodnika". Po drugie, wyeksponuj w opisie to, co ta grupa sprawdza: dokładne odległości do apteki, przychodni, sklepu i przystanku, wysokość czynszu, sposób ogrzewania, stan budynku i planowane remonty wspólnoty. Konkretne liczby zamiast przymiotników — zasada, którą omawialiśmy w tekście o pisaniu ogłoszenia sprzedaży, tu działa ze zdwojoną siłą, bo kupujący jest metodyczny i porównuje na kartce.
Po trzecie, drobne inwestycje mają w tym segmencie nieproporcjonalnie wysoki zwrot: usunięcie progów, poręcz przy wejściu, uchwyty w łazience, mocne oświetlenie, prysznic zamiast wanny. To wydatek rzędu kilku tysięcy złotych, który zamienia mieszkanie „do dostosowania" w mieszkanie „gotowe" — a dla kupującego, który nie ma siły i ochoty na remont, to różnica decydująca.
Po czwarte, dostosuj kanał dotarcia. Ogłoszenie zobaczy najczęściej nie sam senior, tylko jego dziecko — czterdziestolatek szukający wieczorem na telefonie z Wrocławia. To do niego mówi galeria zdjęć i pierwsze trzy zdania opisu, i to on musi w nich znaleźć odpowiedzi na swoje lęki: czy tam jest przychodnia, czy da się dojechać, ile to kosztuje miesięcznie.
Po piąte, przygotuj się na inny rytm rozmowy. Ten kupujący ogląda mieszkanie dwa lub trzy razy, przyjeżdża z rodziną, zadaje dużo pytań i potrzebuje czasu — ale kiedy się zdecyduje, negocjuje mniej niż inwestor i rzadziej się wycofuje. Cierpliwość na prezentacjach zwraca się tu bezpośrednio w cenie.
Dokąd to zmierza
Bez wróżenia z fusów i bez wymyślonych prognoz procentowych — kilka kierunków, które w regionie widać gołym okiem.
Demografia działa w jedną stronę: roczniki powojennego wyżu wchodzą w wiek, w którym duży dom przestaje być aktywem, a zaczyna być obciążeniem. To oznacza jednoczesny wzrost podaży domów na wsiach i wzrost popytu na małe mieszkania z infrastrukturą — dwa zjawiska, które w Sudetach będą się wzajemnie napędzać.
Drugi kierunek: rosnąca świadomość kosztów. Kupujący w tej grupie coraz częściej pytają o świadectwo energetyczne, sposób ogrzewania i plany remontowe wspólnoty, zanim zapytają o cenę. Budynki nieocieplone, z ogrzewaniem indywidualnym na paliwo stałe, będą w tym segmencie tracić najszybciej.
Trzeci: profesjonalizacja podaży. Pojawiają się pierwsze inwestycje celowane w tę grupę — małe budynki z windą, mieszkania bez barier, czasem z usługami. Na razie punktowo, ale kierunek jest czytelny i będzie się umacniać, bo popyt jest realny, a istniejący zasób go nie obsługuje.
Dla właściciela, który zastanawia się, co zrobić z mieszkaniem na parterze w uzdrowisku, wniosek jest prosty: to nie jest lokal drugiej kategorii. To jest dokładnie ten produkt, którego na tym rynku brakuje.
Szukasz nieruchomości w Sudetach?
Każda oferta na Sudetowie ma mapę 3D terenu i Raport Sudecki — słońce zimą, powietrze, koszty ogrzewania policzone z góry.
Najczęstsze pytania
Czy mieszkanie kupione dla rodzica da się później wynająć albo sprzedać bez straty?
Jeśli spełnia kryteria segmentu — parter lub winda, centrum, niskie koszty — to tak, bo popyt jest trwały i strukturalnie większy od podaży. Jeżeli natomiast kupisz coś, co ten segment odrzuca (wysokie piętro bez windy, kamienica z drogim ogrzewaniem, lokalizacja na uboczu), przy wyjściu zderzysz się z tymi samymi ograniczeniami, tylko z drugiej strony.
Lepiej kupić w uzdrowisku czy w mieście z lepszym szpitalem?
To zależy od horyzontu i stanu zdrowia. Przy osobie sprawnej, mobilnej, w wieku 65–75 lat uzdrowisko ma przewagę jakości życia. Przy osobie po osiemdziesiątce, z chorobami przewlekłymi, przewagę ma miasto z pełną specjalistyką i bliższym dojazdem rodziny. Wielu naszych klientów rozwiązuje to kompromisem: uzdrowisko przylegające do większego miasta, jak Szczawno przy Wałbrzychu albo Cieplice w granicach Jeleniej Góry.
Czy w tych miejscowościach opłaca się kupić mieszkanie „na przyszłość", zanim przejdzie się na emeryturę?
Ma to sens, jeśli w międzyczasie mieszkanie pracuje — wynajmowane długoterminowo personelowi sanatoryjnemu albo pracownikom turystyki, którzy są w uzdrowiskach stałą grupą najemców. Zakup pustostanu „na za dziesięć lat" oznacza dziesięć lat kosztów bez przychodu i ryzyko, że po dekadzie Twoje potrzeby będą inne. Bezpieczniejszą wersją jest najem przed zakupem: rok mieszkania na miejscu weryfikuje wszystkie założenia.
Ile realnie kosztuje utrzymanie takiego mieszkania miesięcznie?
Orientacyjnie, dla dwóch pokoi w budynku z ogrzewaniem miejskim lub gazowym: czynsz z zaliczkami 400–700 złotych, prąd i media dodatkowo, podatek od nieruchomości symbolicznie. W przedwojennej kamienicy z ogrzewaniem indywidualnym rachunek zimowy potrafi być dwu-, trzykrotnie wyższy, a do tego dochodzą nieprzewidywalne dopłaty do remontów. To właśnie ta różnica, nie cena zakupu, decyduje o komforcie życia z emerytury.
Czy dzieci mogą kupić mieszkanie na siebie i pozwolić rodzicowi w nim mieszkać?
Mogą i to jest częsty wariant. Warto jednak świadomie ustalić konstrukcję prawną: własność dzieci z użyczeniem, własność dzieci ze służebnością mieszkania na rzecz rodzica albo własność rodzica. Każdy wariant ma inne skutki przy dziedziczeniu, w razie kłopotów finansowych właściciela i przy ewentualnej sprzedaży. To rozmowa do odbycia u notariusza przed transakcją, nie po niej.
Czy w uzdrowiskach jest w ogóle z czego wybierać poza sezonem?
Podaż jest niewielka przez cały rok, ale rytm istnieje: więcej ofert pojawia się wiosną i wczesną jesienią. Zimą wybór bywa minimalny, za to konkurencja wśród kupujących mniejsza. Realistyczna strategia w tym segmencie to nie „szukam przez dwa tygodnie", tylko „obserwuję rynek przez pół roku i jestem gotowy zdecydować w trzy dni".
Co z mieszkaniami w budynkach sanatoryjnych i apartamentach z basenem?
To zupełnie inny produkt — sprzedawany jako inwestycja, często z wysokimi opłatami eksploatacyjnymi i modelem najmu krótkoterminowego. Dla seniora, który chce po prostu mieszkać, oznacza to sąsiedztwo turystów, hałas w sezonie i koszty niedopasowane do potrzeby. Znacznie lepiej sprawdza się zwykłe mieszkanie w zwykłym budynku, tylko dobrze wybrane.

.jpeg&w=3840&q=75)



