Negocjacje dla sprzedającego — jak nie oddać 30 tysięcy przy stole
Kupujący czytają poradniki o negocjacjach. Sprzedający zwykle nie czytają nic i improwizują przy stole. Jak ustawić cenę wyjściową z marginesem, odpowiedzieć na pierwszą ofertę, rozbroić typowe zagrywki i co ustępować zamiast ceny — z perspektywy tej drugiej strony stołu.

Szybkie odpowiedzi
- Ile realnie „schodzi” z ceny ofertowej w Sudetach?
- Orientacyjnie, na wrzesień 2026: mieszkania w miastach regionu 3–7%, domy 5–10%, nieruchomości nietypowe i wiejskie nawet 10–20% — z tym że przy tych ostatnich cena ofertowa bywa po prostu oderwana od rynku, więc statystyka wprowadza w błąd. Dobrze wyceniona nieruchomość w dobrym stanie schodzi zwykle w granicach 2–5%.
- Czy z pośrednikiem negocjuje się lepiej?
- Zwykle tak, z prostego powodu: między Tobą a kupującym stoi ktoś, kto nie jest emocjonalnie związany z domem i może powiedzieć „muszę to skonsultować z właścicielem” bez utraty twarzy. Ten bufor bywa wart więcej niż prowizja. Co pośrednik powinien realnie robić i ile to kosztuje, rozpisaliśmy w tekście o wyborze biura nieruchomości.
- Kupujący chce obniżki po wycenie banku, która wyszła niżej niż cena. Co robić?
- Wycena bankowa to nie wyrok o wartości rynkowej, tylko dokument sporządzony ostrożnościowo na potrzeby zabezpieczenia. Realne opcje: kupujący dokłada z własnych środków różnicę, próbuje w innym banku (wyceny potrafią się różnić) albo negocjujecie połowiczne spotkanie się w połowie drogi. Nie ma powodu, żeby automatycznie schodzić do kwoty z operatu.
Napisaliśmy kiedyś obszerny tekst o tym, jak negocjować cenę mieszkania z perspektywy kupującego. Dostaliśmy potem kilka telefonów od sprzedających w tonie „po czyjej wy właściwie jesteście stronie". Odpowiedź: po stronie transakcji, która dochodzi do skutku i której obie strony nie żałują za pół roku. Ale to prawda, że w internecie jest dziesięć razy więcej poradników dla kupujących niż dla sprzedających — i widać to przy stole. Kupujący przychodzi z przygotowaną listą argumentów, a sprzedający z nadzieją, że „jakoś to będzie".
W Sudetach ta asymetria jest jeszcze wyraźniejsza, bo znaczna część sprzedających to ludzie sprzedający raz w życiu: dom po rodzicach, mieszkanie przed przeprowadzką do dzieci, siedlisko, którego już nie da się utrzymać. Po drugiej stronie coraz częściej siedzi ktoś, kto oglądał w tym roku dwanaście nieruchomości, zna ceny lepiej od Ciebie i ma przećwiczone trzy zdania, które mają zbić cenę o dziesięć procent.
Ten tekst jest po to, żeby wyrównać stawkę. Nie chodzi o twardość ani o granie — chodzi o to, żeby wiedzieć, co się dzieje, gdy kupujący mówi „mam gotówkę, ale musimy zejść do okrągłej sumy", i mieć na to gotową odpowiedź zamiast odruchowego „no dobrze".
W skrócie
✓ Rób tak
- Margines negocjacyjny wbudowany w cenę wyjściową: 3–7% powyżej ceny docelowej, nie 20%
- Pierwsza oferta prawie nigdy nie jest ostatnią — nie odpowiadaj tego samego dnia i nie odpowiadaj emocjonalnie
- Kontroferta zawsze z uzasadnieniem: cena to liczba, argument to dźwignia
- Ustępuj terminem, wyposażeniem i opłatami zanim ustąpisz ceną
- Kilku chętnych naraz — prowadź to jawnie i uczciwie, bo inaczej stracisz obu
✗ Uważaj
- Cena „z zapasem na negocjacje" ustawiona 20% ponad rynek — zabija ruch w ogłoszeniu na starcie
- Zbijanie ceny przy telefonie, przed prezentacją, na pytanie „ile Pan najmniej weźmie"
- Przyjmowanie oferty warunkowej na kredyt bez sprawdzenia, na jakim etapie jest kupujący
Cena wyjściowa: margines, który pomaga, i margines, który szkodzi
Wszystko zaczyna się przed pierwszą rozmową. Cena wyjściowa jest jednocześnie filtrem ruchu i pozycją startową w negocjacjach — i te dwie funkcje ciągną w przeciwne strony. Za wysoka odcina telefony, za niska nie zostawia miejsca na ustępstwo, którego kupujący psychologicznie potrzebuje.
Praktyczna reguła, którą stosujemy w regionie: ustal najpierw cenę docelową, czyli kwotę, przy której transakcję uznasz za udaną. Zrób to na liczbach, nie na wspomnieniach — porównywalne oferty z ostatnich miesięcy, ceny transakcyjne, jeśli masz do nich dostęp, i chłodna samodzielna wycena. Do ceny docelowej dodaj 3–7% i to jest cena wyjściowa. Przy mieszkaniu za 320 tysięcy oznacza to wystawienie za 335–340 tysięcy. Przy domu za 600 tysięcy — 620–640 tysięcy.
Dlaczego nie więcej? Bo w regionie o niskiej płynności każdy tydzień bez telefonów kosztuje więcej niż te kilka procent. Kupujący filtrują oferty widełkami cenowymi w portalach — cena 20% ponad rynek wypada z wyników wyszukiwania osób, które realnie mogłyby kupić. A oferta, która wisi trzy miesiące, traci argumenty negocjacyjne szybciej, niż zyskuje na cierpliwości sprzedającego. O tym, ile realnie trwa sprzedaż w naszych warunkach, pisaliśmy w tekście o czasie sprzedaży nieruchomości w Sudetach — i te liczby są najlepszym argumentem przeciwko „cenie z dużym zapasem".
Drugi element: ustal sobie z góry cenę minimalną, poniżej której nie schodzisz, i zapisz ją na kartce. Nie w głowie — na kartce, najlepiej przed pierwszą prezentacją, gdy jesteś jeszcze spokojny. Ta liczba jest Twoim hamulcem w momencie, gdy po dwóch miesiącach ciszy pojawi się ktoś z ofertą niższą o piętnaście procent i słowem „dzisiaj albo nigdy".
Trzeci: przygotuj wcześniej listę ustępstw pozacenowych, o których za chwilę. To one uratują Ci najwięcej pieniędzy.
Zanim padnie pierwsza liczba: co robić na prezentacji
Negocjacje zaczynają się przy drzwiach, nie przy stole. Kilka zasad, które w praktyce dają najwięcej.
Nie odpowiadaj na pytanie „ile Pan najmniej weźmie" w trakcie oglądania. Standardowa, uprzejma odpowiedź: „cena jest w ogłoszeniu, jestem otwarty na rozmowę o konkretnej ofercie, jak już Państwo obejrzą całość". To nie jest unik — to przesunięcie rozmowy na moment, w którym kupujący ma już emocjonalny udział w nieruchomości.
Nie tłumacz się z ceny. Zdania typu „no wiem, że może trochę drogo, ale..." kosztują dosłownie tysiące. Cena ma uzasadnienie — mów o uzasadnieniu, nie o wątpliwościach.
Nie zdradzaj motywacji. „Musimy sprzedać do końca roku, bo kupujemy mieszkanie córce" to najdroższe zdanie, jakie możesz wypowiedzieć. Kupujący usłyszy: mam czas, on nie ma. Jeśli pytają o powód sprzedaży, wystarczy neutralne „zmiana sytuacji rodzinnej", „przeprowadzka".
Wady pokazuj sam, zanim znajdzie je kupujący. Brzmi to kontrintuicyjnie, ale usterka wskazana przez sprzedającego jest warta w negocjacjach dwa razy mniej niż usterka „przyłapana". Więcej o tym, jak prowadzić samo oglądanie, zebraliśmy w tekście o prezentacji domu kupującym.
I rzecz, o której zapominają prawie wszyscy: zbieraj informacje. Czy mają kredyt czy gotówkę, czy sprzedają coś swojego, kiedy chcą się wprowadzić, ile obejrzeli. Każda z tych informacji będzie warta pieniądze przy stole, a ludzie chętnie ich udzielają, jeśli po prostu grzecznie zapytasz.
Pierwsza oferta — reakcja, która kosztuje albo zarabia
Kupujący dzwoni i mówi liczbę. Zwykle o 8–15% niższą od ceny wyjściowej, czasem drastycznie niższą. Co teraz?
Nie odpowiadaj natychmiast. Nie z powodu taktyki, tylko dlatego, że pierwsza reakcja jest emocjonalna, a emocja przy tej wartości transakcji jest droga. Standardowa formuła: „dziękuję za konkretną ofertę, przemyślę to i odezwę się jutro do południa". Kupujący, który usłyszy „muszę to przemyśleć", automatycznie przesuwa swoje oczekiwania w górę.
Nigdy nie odrzucaj oferty bez kontroferty. „Nie, to za mało" kończy rozmowę. „To dla mnie za nisko, ale mogę zejść do X przy Y" ją otwiera. Nawet oferta absurdalnie niska zasługuje na uprzejmą kontrę — zdumiewająco często to właśnie ci kupujący dochodzą do rozsądnej kwoty, bo po prostu tak zaczynają każde negocjacje.
Kontroferta z uzasadnieniem, nie z liczbą w powietrzu. Zła wersja: „ostatnie słowo 310". Dobra: „przy 315 domykamy, bo podobne mieszkanie na tym samym osiedlu poszło w czerwcu za 318, a u mnie doszła wymiana okien w 2023 — mam faktury". Kupujący nie musi się zgodzić, ale musi się z tym zmierzyć.
Ustępuj malejącymi krokami. Jeśli z 340 zejdziesz najpierw do 330, potem do 328, potem do 327 — kupujący czyta, że dochodzisz do ściany. Jeśli schodzisz 340 → 330 → 320, sygnalizujesz, że dalej też się da. Malejący krok to najprostsza i najskuteczniejsza technika, jaką ma sprzedający.
Każde ustępstwo za coś. „Mogę zejść o 8 tysięcy, jeżeli akt do końca listopada" albo „schodzę do tej kwoty, ale meble kuchenne zostają wycenione osobno". Ustępstwo darmowe uczy kupującego, że kolejne też będzie darmowe.
Zagrywki kupujących i odpowiedzi, które działają
Lista usterek. Kupujący przychodzi z kartką: kotłownia do wymiany, okna od północy, elewacja, dachówki. Suma „koniecznych nakładów" wychodzi 80 tysięcy i tyle proponuje odjąć. Rozbrojenie polega na rozdzieleniu trzech rzeczy: usterek realnych i pilnych (te uznaj i policz uczciwie), zużycia wynikającego z wieku (to jest już wliczone w cenę domu z 1978 roku — nie płaci się dwa razy) oraz życzeń standardowych (kuchnia w innym kolorze to nie usterka). Odpowiedź brzmi: „piec faktycznie jest stary i to uwzględniam — pozostałe pozycje to standard budynku z tego rocznika, który jest już w cenie".
„Mam gotówkę". Gotówka ma realną wartość: brak ryzyka odmowy kredytu, krótszy termin, mniej papierologii. Ale ta wartość to zwykle 1–3% ceny, nie 10%. Odpowiedź: „gotówka jest dla mnie warta szybszego terminu i to doceniam — przy akcie w cztery tygodnie mogę zejść o tyle i tyle". I sprawdź, czy gotówka istnieje: uprzejma prośba o potwierdzenie środków przed podpisaniem przedwstępnej jest w pełni normalna.
Presja terminu. „Decyzja dziś do wieczora, jutro oglądam inne". Klasyka i najczęściej blef. Odpowiedź: „rozumiem, proszę oglądać — jeśli po tamtym oglądaniu wrócicie do mojej oferty, moja cena będzie ta sama". Sprzedający, który nie daje się popędzić, natychmiast zyskuje na wiarygodności.
Zbijanie „w drzwiach". Wszystko uzgodnione, a przy podpisywaniu przedwstępnej pada „jeszcze pięć tysięcy i podpisujemy". To najbardziej irytująca zagrywka i jednocześnie najprostsza do rozbrojenia, jeśli jesteś na nią przygotowany: „ustaliliśmy cenę i przy niej zostaję; jeśli coś się zmieniło po Państwa stronie, wróćmy do rozmowy w przyszłym tygodniu". W dziewięciu przypadkach na dziesięć kupujący podpisuje.
Argument z portalu. „Widziałem podobne za 40 tysięcy taniej". Pytanie zwrotne, spokojne i konkretne: „które to ogłoszenie? Chętnie zobaczę — jeśli faktycznie jest porównywalne, to jest argument". Zwykle okazuje się, że tamto jest o 20 metrów mniejsze, na czwartym piętrze bez windy albo wisi od roku właśnie dlatego, że jest w gorszym stanie. To, jak czytać takie porównania, opisaliśmy przy okazji tworzenia ogłoszenia sprzedaży.
Milczenie. Doświadczony kupujący rzuca ofertę i milczy. Cisza jest niewygodna, więc sprzedający zaczyna mówić — i zwykle sam sobie obniża cenę. Wytrzymaj. Cisza kosztuje obie strony tyle samo.
Co ustępować zamiast ceny
To najważniejsza sekcja tego tekstu. Kupujący prawie zawsze chce „coś wywalczyć" — nie zawsze musi to być cena.
- Termin. Elastyczność jest walutą. Kupujący z wypowiedzianym najmem potrzebuje szybko; kupujący sprzedający swoje mieszkanie potrzebuje czasu. Dopasowanie terminu bywa dla niego warte więcej niż dziesięć tysięcy, a Ciebie kosztuje kilka tygodni.
- Wyposażenie. Zabudowa kuchenna, sprzęt AGD, meble, kosiarka, drewno w drewutni, opony zimowe w garażu. Rzeczy, których i tak nie przewieziesz, mają w oczach kupującego realną wartość odtworzeniową. Wyceniaj je jawnie: „AGD zostaje, to jest w tej cenie".
- Koszty transakcyjne. Zaproponuj pokrycie części taksy notarialnej albo kosztów wypisów. Kwota niewielka, gest czytelny.
- Naprawy przed przekazaniem. „Wymienię piec przed aktem" bywa lepsze niż obniżka o kwotę pieca, bo Ty kupisz taniej niż kupujący i wiesz, kogo zawołać.
- Zostawienie rzeczy uciążliwych do usunięcia. Albo odwrotnie: opróżnienie piwnicy i strychu, jeśli kupujący się tego obawia.
- Podział opłat i rozliczeń. Nadpłacony czynsz, fundusz remontowy, rozliczenie mediów, opłacone ubezpieczenie do końca roku.
- Zaliczka i harmonogram. Wyższa zaliczka przy przedwstępnej jest dla Ciebie warta więcej niż dwa tysiące różnicy w cenie — bo zmniejsza ryzyko, że transakcja się rozpadnie.
Zasada: najpierw wyczerp listę ustępstw pozacenowych, dopiero potem rusz cenę. Sprzedający, którzy tak robią, kończą średnio bliżej ceny wyjściowej — nie dlatego, że są twardsi, tylko dlatego, że kupujący dostaje poczucie wygranej bez uszczerbku dla kwoty na akcie.
Oferta warunkowa na kredyt — jak nie stracić trzech miesięcy
Większość ofert w regionie jest uzależniona od kredytu i to normalne. Ryzyko polega na tym, że przez dwa–trzy miesiące Twoja nieruchomość jest zablokowana, a potem bank odmawia i wracasz na start z ogłoszeniem, które w międzyczasie „ostygło".
Zanim przyjmiesz taką ofertę, zapytaj o trzy rzeczy: czy mają wstępną ocenę zdolności lub decyzję w jakimś banku, jaki mają wkład własny (im wyższy, tym mniejsze ryzyko odmowy) i ile wniosków zamierzają złożyć. Kupujący z decyzją wstępną i 30% wkładu to zupełnie inne ryzyko niż ktoś, kto „idzie w przyszłym tygodniu do doradcy".
Zabezpieczenie techniczne robisz w umowie przedwstępnej: konkretny termin na uzyskanie decyzji kredytowej, jasne skutki nieuzyskania (zwrot zaliczki, przepadek zadatku albo warunek rozwiązujący — to trzeba świadomie wybrać), obowiązek informowania o przebiegu procedury. Różnice między zadatkiem a zaliczką i konstrukcje warunków opisaliśmy w przewodniku po umowie przedwstępnej — z perspektywy sprzedającego to najważniejszy dokument całej transakcji, ważniejszy nawet od aktu.
Kompromis, który dobrze działa w praktyce: przy ofercie warunkowej na kredyt jesteś mniej skłonny do ustępstw cenowych i mówisz to wprost. „Przy gotówce i akcie w miesiąc zszedłbym do 315; przy kredycie z decyzją za dwa miesiące zostaję przy 325, bo biorę na siebie ryzyko czasu". To uczciwy i zrozumiały argument.
Kilku chętnych naraz — jak to prowadzić, żeby nie stracić wszystkich
Rzadziej niż w wielkim mieście, ale się zdarza: dwie oferty w tym samym tygodniu. To najlepszy moment sprzedaży i najłatwiejszy do zepsucia.
Nie kłam. „Mam już ofertę wyższą" powiedziane bez pokrycia wraca jak bumerang, bo kupujący w małych miejscowościach rozmawiają ze sobą, a w Sudetach wszyscy się znają. Wystarczy prawda: „mam drugie zainteresowanie, więc proszę o Państwa najlepszą ofertę do piątku do 18:00".
Ustal jasne zasady i trzymaj się ich: ten sam termin dla obu stron, ta sama informacja, decyzja ogłoszona wszystkim. Licytacja prowadzona chaotycznie (dzwonienie w kółko „a tamten dał więcej") zniechęca poważnych kupujących, a zostawia tych, którzy i tak potem zbijają cenę.
Pamiętaj, że najwyższa oferta nie zawsze jest najlepsza. Oferta 320 tysięcy gotówką z aktem za trzy tygodnie bywa lepsza niż 328 tysięcy z kredytem, sprzedażą własnego mieszkania i terminem „gdzieś na wiosnę". Policz ryzyko i czas, nie tylko kwotę.
Kiedy odmówić i wrócić do ogłoszenia
Są momenty, w których najlepszą decyzją jest uprzejme „dziękuję, zostaję przy swojej cenie".
Odmawiaj, gdy oferta schodzi poniżej Twojej zapisanej ceny minimalnej i nic w rynku nie uzasadnia jej rewizji. Odmawiaj, gdy kupujący zbija cenę etapami przy każdej kolejnej rozmowie — to nie negocjacje, to test, jak daleko można zajść. Odmawiaj, gdy warunki są tak rozmyte, że ryzykujesz trzy miesiące blokady. I odmawiaj, gdy po prostu nie musisz sprzedawać teraz — brak przymusu jest najsilniejszą kartą, jaką ma sprzedający, ale tylko wtedy, gdy jest prawdziwy.
Odmowa nie musi kończyć rozmowy. Formuła, która działa: „Przy tej kwocie nie sprzedam. Zostawiam ofertę na rynku; jeśli za miesiąc nadal będą Państwo zainteresowani, chętnie wrócę do tematu". Zaskakująco często wracają — i to oni robią wtedy krok.
Zanim jednak odmówisz kolejny raz z rzędu, zweryfikuj jedno: czy wszystkie oferty krążą w podobnej okolicy? Jeżeli trzy niezależne osoby dają Ci 12% mniej, to nie jest zmowa kupujących — to informacja o rynku i sygnał, że cena wyjściowa była za wysoka. Rynek rzadko się myli trzy razy pod rząd.
Studium przypadku: dom w Mysłakowicach, dwie oferty, jeden margines
Dom z lat siedemdziesiątych, 130 metrów, działka 9 arów, po częściowym remoncie: nowe okna, stary piec na ekogroszek, łazienka do wymiany. Cena docelowa właścicieli po analizie porównawczej: 540 tysięcy. Wystawiliśmy za 569 tysięcy, czyli z marginesem około 5%.
Pierwsza oferta padła po trzech tygodniach: 495 tysięcy, z listą usterek na dwie strony i argumentem „i tak wszystko do remontu". Właściciele chcieli odrzucić w emocjach. Zamiast tego poszła kontra: 552 tysiące z uzasadnieniem punkt po punkcie — piec uznany (odjęte 12 tysięcy), okna i dach jako atut, kuchnia i łazienka jako standard rocznika. Kupujący zamilkł na tydzień.
W międzyczasie pojawiło się drugie zainteresowanie — para z Wrocławia, gotówka ze sprzedaży mieszkania, którą już mieli na koncie. Obie strony dostały tę samą informację i ten sam termin na najlepszą ofertę. Pierwsza para podniosła do 528 tysięcy z kredytem, druga dała 535 tysięcy gotówką z aktem w pięć tygodni.
Finał: 541 tysięcy, druga para, po jednej rundzie doprecyzowania. Właściciele ustąpili poza ceną: zostawili zabudowę kuchenną i pralkę, wzięli na siebie połowę kosztów wypisów aktu i przesunęli wydanie domu o dwa tygodnie na prośbę kupujących. Kwota na akcie wypadła tysiąc złotych powyżej ceny docelowej — przy pierwszej ofercie różnica wynosiłaby 46 tysięcy. Cała robota, która to zmieniła, to jedna noc do namysłu, jedna uczciwa kontroferta z uzasadnieniem i jawne poprowadzenie dwóch chętnych naraz. Reszta ścieżki — od dokumentów po akt — poszła standardowo, tak jak opisaliśmy w przewodniku o sprzedaży krok po kroku.
Szukasz nieruchomości w Sudetach?
Każda oferta na Sudetowie ma mapę 3D terenu i Raport Sudecki — słońce zimą, powietrze, koszty ogrzewania policzone z góry.
Najczęstsze pytania
Ile realnie „schodzi" z ceny ofertowej w Sudetach?
Orientacyjnie, na wrzesień 2026: mieszkania w miastach regionu 3–7%, domy 5–10%, nieruchomości nietypowe i wiejskie nawet 10–20% — z tym że przy tych ostatnich cena ofertowa bywa po prostu oderwana od rynku, więc statystyka wprowadza w błąd. Dobrze wyceniona nieruchomość w dobrym stanie schodzi zwykle w granicach 2–5%.
Czy z pośrednikiem negocjuje się lepiej?
Zwykle tak, z prostego powodu: między Tobą a kupującym stoi ktoś, kto nie jest emocjonalnie związany z domem i może powiedzieć „muszę to skonsultować z właścicielem" bez utraty twarzy. Ten bufor bywa wart więcej niż prowizja. Co pośrednik powinien realnie robić i ile to kosztuje, rozpisaliśmy w tekście o wyborze biura nieruchomości.
Kupujący chce obniżki po wycenie banku, która wyszła niżej niż cena. Co robić?
Wycena bankowa to nie wyrok o wartości rynkowej, tylko dokument sporządzony ostrożnościowo na potrzeby zabezpieczenia. Realne opcje: kupujący dokłada z własnych środków różnicę, próbuje w innym banku (wyceny potrafią się różnić) albo negocjujecie połowiczne spotkanie się w połowie drogi. Nie ma powodu, żeby automatycznie schodzić do kwoty z operatu.
Co zrobić, gdy kupujący po prezentacji milczy tydzień?
Jeden telefon lub wiadomość z konkretnym pytaniem: „czy mają Państwo jeszcze pytania do nieruchomości?". Nie dopytuj o decyzję i nie dzwoń po raz drugi — pościg za kupującym czyta się jako desperacja i przekłada wprost na cenę. Jeśli po dwóch tygodniach cisza, wróć do ogłoszenia, a nie do tego klienta.
Czy warto od razu podać cenę „ostateczną, bez negocjacji"?
Rzadko działa. Część kupujących pomija takie oferty z zasady, bo chce mieć poczucie wpływu na finał, a Ty w zamian nie zyskujesz nic poza spokojem. Wyjątek: nieruchomości wyceniane bardzo ostro poniżej rynku, gdzie komunikat „cena wynika z szybkiej sprzedaży" jest zrozumiały i wiarygodny.
Czy mogę przyjąć wyższą ofertę po ustnym uzgodnieniu ceny z kimś innym?
Formalnie do momentu podpisania umowy przedwstępnej nie jesteś związany. Praktycznie: to najkrótsza droga do złej opinii w małej miejscowości, a w Sudetach opinia krąży szybko. Jeśli sytuacja jest naprawdę wyjątkowa, zadzwoń do pierwszego kupującego i daj mu szansę odpowiedzieć na wyższą ofertę — to uczciwe i zwykle rozwiązuje sprawę.
Kupujący chce wejść z remontem przed aktem, w zamian za wyższą cenę. Zgodzić się?
Bardzo ostrożnie. Wpuszczenie ekipy do nieruchomości, która wciąż jest Twoja, tworzy ryzyka, o których nikt na starcie nie myśli: szkody, ubezpieczenie, odpowiedzialność za wypadek, wreszcie sytuacja, w której transakcja się nie dopina, a mieszkanie jest rozgrzebane. Jeśli już — tylko po podpisaniu przedwstępnej u notariusza, z wysokim zadatkiem, spisanym zakresem prac i wyraźnym uregulowaniem, co się dzieje z nakładami przy braku transakcji.

.jpeg&w=3840&q=75)



